english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

5. Niedziela po Trójcy Świętej

20 lipca 2014 r.

1.I rzekł Pan do Abrama: Wyjdź z ziemi swojej i od rodziny swojej, i z domu ojca swego do ziemi, którą ci wskażę. 2.A uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił, i uczynię sławnym imię twoje, tak że staniesz się błogosławieństwem. 3.I będę błogosławił błogosławiącym tobie, a przeklinających cię przeklinać będę; i będą w tobie błogosławione wszystkie plemiona ziemi. 4.Abram wybrał się w drogę, jak mu rozkazał Pan, i poszedł z nim Lot.

1 Mż 12,1-4a


ks. Mirosław Czyż

Nagle jest.

 

Przez pierwsze 11 rozdziałów Pisma Świętego jego imię nie występuje ani razu. I oto w 12. rozdziale wyłania się jakby znikąd i zajmuje zaszczytne miejsce na scenie biblijnej.

 
Abram czy też Abraham (bo takie imię otrzymał później) stał się protoplastą tzw. trzech religii abrahamickich – judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Dla wyznawców każdej z tych religii, Abraham uchodzi za wielkiego męża Bożego, za bohatera wiary, za wzorzec w relacji Boga z człowiekiem.


Każdy z nas słyszał o przynajmniej jednej historii z jego niespokojnego życia – niespokojnego, ponieważ Bóg ciągle stawiał przed nim wyzwania i wystawiał go na próby wiary: dopiero w wieku 100 lat urodził mu się prawowity syn. Powiemy, że wtedy inaczej liczono czas. To prawda. Ale narodziny syna w tak późnym wieku także w tamtych czasach uchodziły za nienormalność. Kolejnej, chyba najtrudniejszej próby doświadczył w momencie, gdy Bóg nakazał złożyć tego umiłowanego syna Izaaka w ofierze. Przedstawione właśnie wydarzenia stanowią jednak późniejsze epizody w jego życiorysie.

 
My dziś chcemy cofnąć się do początku. Nie do jego narodzin, ponieważ nie znamy w ogóle faktów z wczesnych lat życia Abrama. Najważniejszy początek, jaki miał miejsce w jego życiu, nastąpił, gdy Abram miał 75 lat. Wtedy to Pan Bóg powołał go i polecił mu opuścić ojczystą ziemię, swoją rodzinę i dom swego ojca. Miał udać się do ziemi, którą Bóg mu wskaże.

 

Nie wiem, jakie macie teraz odczucia. Ale przyznajmy, że ów nakaz jest bardzo niedorzeczny, nieracjonalny i bezsensowny. Opuścić wszystko, co było mu najbliższe i najdroższe tylko dlatego, że tak się Panu Bogu upodobało. Poszedłbyś? Poszłabyś?

 

Opuszczenie, pozostawienie to są doświadczenia, z którymi człowiek dość często się w życiu spotyka. Niektórzy odchodzą z domu, ponieważ nie mogą wytrzymać z rodziną albo też potrzebują pieniędzy i wyjeżdżają za pracą. Także przy zawarciu małżeństwa – jeśli pojawia się taka możliwość lokalowa – następuje przysłowiowe „odcięcie pępowiny” i dzieci zakładają swoje nowe gniazdko. Opuszczenie ma też miejsce w przypadku księży, którzy decydują się na życie z dala od najbliższych, nigdy nie mieszkają w swoim domu i zawsze mają świadomość, że są tylko gośćmi w danej plebanii czy w parafii, ponieważ przyjdzie czas, gdy Pan Bóg powoła ich na inne miejsce służby. Opuszczenie ma też miejsce w przypadku misjonarzy. W naszym kraju czy w naszym Kościele wysyłanie misjonarzy do innych ludów bądź też wspieranie ich finansowo lub w modlitwach należy raczej do rzadkości. Nie jesteśmy otwarci na tego typu działania. Powinniśmy jednak bić się w pierś, ponieważ dzieło ewangelizacji i misji jest podstawowym zadaniem, jakie Pan Jezus położył na sercu swoich uczniów: idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Jeśli już my nie idziemy w świat z ewangelią, nie zapominajmy w modlitwie o tych, którzy podjęli się tego trudnego i niebezpiecznego zadania.

 

Widzimy zatem, że zjawisko opuszczenia rodziców, domu, rodzinnego miasta stanowi integralną część życia wielu ludzi. Najważniejsze jednak pozostaje uświadomienie sobie faktu, że każde takie pozostawienie za sobą przeszłości niesie z sobą nowy początek. Zaczynamy od nowa jakiś etap naszego życia. Być może poprzez opuszczenie otwiera się dla nas nowa szansa, ponieważ wcześniej zawaliliśmy coś i nie udało nam się tego odbudować. Teraz mamy możliwość zapomnienia o przeszłości i zbudowania czegoś nowego, lepszego.

 

Gdy podejmujemy nowe wyzwanie na własną rękę, nikt nie może dać gwarancji, że ono się powiedzie. Ktoś np. otwiera nowy biznes i liczy na dobry zarobek. Zawsze w takich przypadkach człowiekowi towarzyszy ryzyko.

 

To ryzyko było również na barkach Abrama. Niemniej jednak jego przypadek jest inny. Abram odważa się na nowy początek nie z własnej inicjatywy. Tę perspektywę rysuje przed nim sam Bóg. A jeśli Bóg otwiera przed nami nowe drzwi, to On również chce być z nami w tym nowym miejscu. I jeszcze jedno – On także pragnie, abyśmy my pozostali Jego sługami, niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy i niezależnie od naszego wieku. Kilka rozdziałów dalej czytamy o Abramie tak: ty jesteś pośród nas księciem Bożym (1 Mż 23,6 – dosłownie mężem Bożym).

 

Obcy kraj, obcy ludzie, obca religia – a mieszkańcy składają takie wyznanie o Abramie. To na pewno nie przyszło automatycznie. Abram musiał mówić i czynić to, co było zgodne z wolą Bożą, by inni mogli rozpoznać w nim męża Bożego.

 

A jak to jest z nami drodzy? Czy inni ludzie, słuchając nas i patrząc na nasze czyny, też mogliby powiedzieć: to jest mężczyzna, kobieta, który/która należy do Boga? Jakiś czas temu słyszałem wypowiedź pewnej matki, która była odwiedzić w akademiku swoją córkę. Wraz z córką mieszkały 3 inne dziewczyny. Gdy matka weszła do pokoju od razu wiedziała, na którym łóżku śpi jej córka. Jak myślicie po czym to rozpoznała – po ładnie zaścielonej pościeli, po poukładanych butach pod łóżkiem? Nie. Tak może robić każdy, kto choć trochę dba o schludność i porządek. Matka rozpoznała łóżko córki po napisie na kartce, jaka wisiała nad łóżkiem na ścianie: „Jezus jest drogą, prawdą i życiem.”

 

Moi drodzy! Każdy z nas spotyka się w życiu z czymś albo z kimś nowym – bez względu na to, czy jest się daleko czy blisko od domu. I każdy z nas ma sposobność ku temu, by świadomie i otwarcie opowiedzieć się po stronie Boga – tak jak Abram i córka tej kobiety. Czy chcemy świadczyć o naszym Panu?

 

***

 

Zwróćmy uwagę na inny wątek z tego krótkiego fragmentu o Abrahamie. Wróćmy najpierw do znanego przykładu powołania Jeremiasz na proroka. Miał wtedy 17 lat. Choć był jeszcze bardzo młody, to jakoś łatwiej nam się pogodzić z tą myślą wybrania. Młodzi mają to do siebie, że dość szybko potrafią się przekwalifikować i zaaklimatyzować w nowych warunkach. Młodzi lepiej znoszą zmiany, nawet radykalne zmiany. Ale starych drzew się przecież nie przesadza. To są ludzie, którzy już przeżyli swoje i na starość mają prawo pozostać na swoim miejscu. A tu Pan Bóg stawia tak poważne zadanie. Oczywiście nie dzieje się to zbyt często, by zaawansowani wiekiem ludzie mieli opuszczać swój dom i służyć Bogu na innym miejscu. Pozwólcie jednak, że podam wam przykład kobiety, która opuściła Stany Zjednoczone i przeniosła się do Niemiec. Nazywa się Sabine Ball, którą ludzie określali słowami „Matka Teresa Drezna”, ponieważ właśnie w tym mieście opiekowała się dziećmi ulicy, dziećmi z patologicznych rodzin. Gdy miała prawie 70 lat opuściła Stany Zjednoczone, gdzie żyła w dostatku dzięki majątkowi odziedziczonemu po mężu. Wszystko zainwestowała w te biedne dzieci i do śmierci, która nastąpiła przed pięcioma laty w wieku 84 lat aktywnie działała na rzecz przywrócenia nadziei i sensu życia tym, którzy te wartości stracili.

 

Wynika z tego, że nigdy nie jest za późno na podejmowanie działań dla Boga. W tej służbie nie ma wakacji ani nie idzie się na zasłużoną albo mniej zasłużoną emeryturę. Pan Bóg pragnie, abyśmy stale mieli w pamięci, że dopóki żyjemy, jesteśmy zdatni do służby. On nie chce się nas pozbyć. Nie mówi, że jesteśmy skończeni w tym fachu. Nie mówi, że się już na nic nie nadajemy. Pan Bóg potrzebuje nas stale i uświadamia, że nigdy nie jesteśmy zbyteczni. Być może będą to jakieś inne, mniej męczące zadania. Być może nasza służba będzie opierać się wyłącznie na modlitwie, która jest przecież tak istotna dla wszelkich chrześcijańskich inicjatyw.

 

Abram jest więc dziś szczególnie dla starszych, ale i dla nas młodszych przykładem, że Pan Bóg pamięta, że jest blisko i pragnie, abyśmy czuli się potrzebni. Nikogo z nas nie traktuje jako „zero”, jako ludzi bezwartościowych i nic nie znaczących: jesteś w moich oczach drogi, cenny i ja cię miłuję (Iz 43,4). To mówi Wszechmogący Bóg każdemu wątpiącemu w swoją przydatność i sensowność życia na tej ziemi.

 

***

 

Przypatrzmy się dalej Abramowi. Powiedzieliśmy, że decyzja wymarszu do miejsca, którego w ogóle nie zna, była niedorzeczna. Zauważmy jednak, że to nie do końca prawda. Rzeczywiście miał udać się do całkiem obcej ziemi. Ale Pan Bóg dał mu dwie istotne obietnice. My też często coś innym obiecujemy, ale nie zawsze dotrzymujemy słowa. Potem jest nam wstyd z tego powodu. Mamy wyrzuty sumienia i chcemy jakoś naprawić swój błąd; albo też śmiejemy się do rozpuku, że znowu udało nam się kogoś nabrać i wykorzystać jego naiwność.

 

W przypadku Pana Boga takie obchodzenie się z człowiekiem nie ma nigdy miejsca. Gdy On składa obietnicę, wówczas ma ona wielokrotnie wyższą wartość niż wszelkie gwarancje składane przez towarzystwa ubezpieczeniowe czy przez banki – nawet te szwajcarskie. Czytamy dalej: Abram wybrał się w drogę, jak mu rozkazał Pan. Zaryzykował i pozostawił właściwie wszystko, ponieważ wiedział, że Boże obietnice są niezawodne: uczynię z ciebie naród wielki i będę ci błogosławił. Ta pierwsza obietnica też jawiła się Abrahamowi jako niedorzeczna, gdyż jego żona Sara była niepłodna. Tym niemniej ta druga – obietnica Bożego błogosławieństwa niwelowała wszelkie wątpliwości. Nikt bowiem nie potrafi tak zatroszczyć się o człowieka tak, jak czyni to sam Pan Bóg.

 

Widzimy tu zatem pewien związek przyczynowo-skutkowy: jeśli zaufasz Bogu i podejmiesz wyzwanie, do którego On cię powołuje, otrzymasz najcenniejszą gwarancję – a jest nią obietnica błogosławieństwa.

 

***

 

Trzech rzeczy możemy się nauczyć od Abrama, z tego krótkiego tekstu:

 

Po pierwsze – w każdej sytuacji, w każdym nowym i zwykłym, codziennym doświadczeniu Pan Bóg jest przy nas. Pragnie, abyśmy my także okazywali się Jego własnością. Nasze oddanie Bogu ma przejawiać w tym, że inni będą mogli w nas rozpoznać wierne sługi Boga żywego.

 

Po drugie – na powołanie i na służbę Bogu nigdy nie jest za późno. Powołanie i służba mogą przybierać różne formy. Pan potrzebuje każdego z nas. Nikogo nie przekreśla. Każdy jest dla Niego ważny i wartościowy.

 

Po trzecie – gdy zdobywamy się na odwagę, by wykonać Jego zadania, wówczas On obiecuje swoje błogosławieństwo.

 

Czyż nie mamy wspaniałego Boga? Po co pokładać zaufanie w świecie, skoro nawet głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza niż ludzie. Amen.

ks. Mirosław Czyż