english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

5. Niedziela po Wielkanocy

1 maja 2016 r.

Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości.
Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.
Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus, który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie.

1 Tymoteusza 2,1-6


ks. Dariusz LikDrogie Siostry i Bracia w Chrystusie Jezusie!

 

W minionym tygodniu w podczas spotkania biblijnego w Zielonej Górze, absolwent ChAT odbywający w naszej parafii praktykę, prowadził spotkanie biblijne na prowokacyjny temat: „Jak daleko mamy się posunąć w miłości do nieprzyjaciół?”


Punktem wyjścia do dyskusji były słowa Pana Jezusa z kazania na Górze: Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mateusz 6,43-44).


Podczas dyskusji zastanawialiśmy się jakbyśmy zareagowali, gdybyśmy byli ofiarami, albo bliskimi ofiar szczególnie skrzywdzonych przez krzywdzicieli.
Czy potrafilibyśmy wybaczyć krzywdzicielowi?
Uczestnicy podawali różne przypadki krzywdzicieli znane z mediów.
Staraliśmy się odpowiedzieć samym sobie czy potrafilibyśmy miłować tych, którzy by nas tak okrutnie skrzywdzili.
Wówczas jedna z uczestniczek spotkania powiedziała, że ona nie wie, czy by potrafiła kochać krzywdziciela, ale że ona gdy jest przez kogoś skrzywdzona, wówczas się o tego kogoś modli i to jej pomaga.
Zatem dla niej modlitwa o krzywdziciela jest drogą do przebaczenia i być może w przyszłości do miłości nieprzyjaciół.
Wówczas zebrani poruszeni jej wyznaniem przyznali jej rację, chociaż sami nie byli pewni, czy potrafiliby się modlić za swoich krzywdzicieli.
Zatem modlitwa jest drogą do przebaczenia i miłości tych, którzy nas krzywdzą i są naszymi nieprzyjaciółmi.


Myślę, że opisana dyskusja wpisuje się w tematykę dzisiejszej niedzieli, podczas której jesteśmy wezwaniem do modlitwy.
Żeby jednak modlić się o nieprzyjaciół, trzeba najpierw się modlić.
A jak to wygląda w naszym życiu?

 

Nie chcę nikogo oceniać, dlatego napiszę o sobie.
Czy ja się modlę?
Będąc duchownym i prowadząc nabożeństwa, spotkania biblijne, czy też lekcje religii, siłą rzeczy zmawiam różne modlitwy. Czasem sam je przygotowuję, ale bywa i tak, że korzystam z modlitw przygotowanych przez innych duchownych. Prowadzone modlitwy wielokrotnie kończę najczęściej zmawianą przez nas wszystkich modlitwą Ojcze nasz.
Czy jednak wkładam w te modlitwy moje serce?
A może modlą się tylko moje usta?
Staram się jednak, aby za wypowiadanymi w modlitwie słowami stały moje myśli.
A jeśli korzystam z gotowych modlitw, staram się przyswoić sobie ich treść, aby na końcu móc szczerze powiedzieć: „Amen”.

 

No dobrze, to publiczne modlitwy, w których prowadzę innych, a co z moimi indywidualnymi modlitwami?
Jak często się modlę?
O co się modlę?
Najczęściej są to modlitwy, które mnie i moje potrzeby stawiają w centrum. Modlę się o swoje zbawienie, zdrowie, o zdrowie moich najbliższych. Powierzam Panu Bogu w modlitwie moje codzienne sprawy i najczęściej są to modlitwy, które nazywamy błagalnymi, gdyż w nich o coś proszę.

 

Czasem, zwłaszcza gdy dotyczy to zdrowia, moje modlitwy są gorliwe. Ale już mniej gorliwie się modlę, gdy dziękuję. Ileż razy gorąco prosiłem Pana Boga o pomoc, a gdy pomoc nadeszła, zapominałem podziękować, albo dziękowałem zdawkowo?
Jeden Bóg to wie.
O ile jednak modlę się spontanicznie o swoje najbliższe otoczenie, to jeszcze gorzej jest z modlitwą o innych.

 

A przecież mam świadomość, że dzisiejszy tekst który rozważam jest zachętą do modlitwy nie tyle o mnie samego i moich najbliższych, co o znacznie szerszy krąg.
Jak szeroki?
Jak wspomniałem modlę się o moich najbliższych. Ale czy modlę się o osoby z mojego otoczenia, które nie są moją rodziną?
Czy modlę się o moich współpracowników, sąsiadów, znajomych, członków mojej parafii?
Oczywiście gdy o tym pomyślę, czynię to. Modlę się o innych, którzy żyją wokół mnie, ale wówczas moja modlitwa nie jest już tak gorliwa.

 

O ile jednak zdobędę się na modlitwę błagalną, gdy znam ich problemy, to gorzej się ma z modlitwą dziękczynną. Jakże często zapominam podziękować Panu Bogu za innych, gdy On wysłuchał mojego wsparcia i im pomógł.

 

I chociaż dotychczasowy obraz mojej modlitwy nie był różowy, to gdy zadam sobie pytanie, jak wygląda moja modlitwa o rządzących, o prezydenta, premiera, wojewodów, burmistrzów, polityków i samorządowców, wówczas ogarnia mnie wstyd.

 

Czy ja wogóle się o nich modlę? A przecież dzisiejszy tekst właśnie do tego mnie zachęca: "...napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi, za królów i za wszystkich przełożonych".

 

Zatem mam modlić się o samorządowców i polityków dzierżących stery władzy.
Czy jednak o wszystkich?
Rozumiem, że mam się modlić o tych, którzy prezentują stanowisko zbieżne z moim, ale mam się modlić o tych, którzy myślą inaczej niż ja? Mam się modlić o tych, których nie popieram?
Jak mam się o nich modlić?
Jednak tego właśnie zgodnie z dzisiejszym tekstem napomnienia oczekuje ode mnie Pan Bóg.
Muszę to sobie uświadomić, że Pan Bóg oczekuje ode mnie modlitwy za rządzących, niezależnie jaką opcję polityczną reprezentują.
To trudne. Ale potrzebne.

 

Izraelici skazani na niewolę babilońską mieli się modlić o miasto, do którego byli zesłani.
Chrześcijanie pierwszych wieków mieli się modlić za prześladowców.

 

Ja mam się modlić za wszystkich, którym społeczeństwo powierzyło większością głosów rządy czy to w Polsce, czy w mojej małej ojczyźnie, gdzie przyszło mi żyć i to niezależnie od politycznej opcji.
Tego będę się musiał nauczyć. Ale chyba nie tylko ja, lecz my wszyscy.

 

Dlaczego jednak mamy się nauczyć modlitwy o wszystkich?
Dlaczego mamy się nauczyć modlić o tych, którzy nas krzywdzą?
Dlaczego mamy nauczyć się modlić o tych, którzy nami rządzą, niezależnie od tego, czy to my ich wybraliśmy?

 

I sam sobie odpowiadam:
Apostoł Paweł - gdyż sercem uznaję, że to on jest autorem dzisiaj rozważanego tekstu - uświadamia mi, że Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym, który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.
Zatem moja modlitwa o innych ma cel wykraczający poza teraźniejszość i codzienność.
Modląc się nie tylko o siebie, ale również o innych, biorę udział w realizacji Bożej woli.
Modląc się nie tylko o siebie i swoich najbliższych, ale też o osoby z mojego otoczenia i świata polityki, zarówno te, które darzę sympatią, jak i te mi obojętne, czy wręcz antypatyczne, spełniam wolę mojego Boga, który chce, abyśmy ja, Ty i oni, doszli do Jego poznania i zostali zbawieni.
Bowiem Jezus Chrystus umarł na krzyżu nie tylko za mnie, ale i za innych ludzi żyjących wokół mnie, niezależnie od tego, czy ich kocham, lubię, czy wręcz przeciwnie.

 

To nie Pan Bóg potrzebuje mojej modlitwy, ale ja sam jej potrzebuję, aby - jak powiedziała kobieta z mojej parafii, o której wspomniałem na początku - móc zaakceptować wszystkich ludzi i nauczyć się ich kochać, gdyż Pan Bóg ich kocha.

 

Poprzez moją modlitwę za innych mogę dać wyraz temu, że i ja jestem uczniem Jezusa Chrystusa, który jest jedynym pośrednikiem między mną i moim Bogiem.
Wszak Jezus Chrystus umierając na krzyżu modlił się i za mnie: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią.” Łukasz 23,34
Zatem i ja powinienem Go naśladować modląc się o innych, nawet o moich wrogów.

 

Jak mam to zrobić?
Na początek będę się modlił, aby Pan Bóg nauczył mnie modlić się o innych.
Będę się modlił, aby Pan Bóg nauczył mnie modlitwy również o tych, którzy są mi obojętni i wrodzy.
A gdy nauczę się o nich modlić, będę się modlił, aby Pan Bóg nauczył mnie ich kochać, bo ja jestem przez Niego kochany.

 

Skoro Pan Jezus złożył za mnie okup na krzyżu jako dar Jego miłości, to ja będę się modlił o miłość do innych, aby im o tym opowiadać.
Amen.

ks. Dariusz Lik