Wakacje z Bogiem na Słowacji
Dzieci
2 lipca 2008 r. grupa dzieciaków i opiekunów z PEA w Cieszynie wsiadła do pociągu i pojechała na wakacje.
Wszyscy byliśmy bardzo zaciekawieni, co nas czeka w ciągu 10 dni obozu w Liptovskym Trnovcu na Słowacji. Ani trochę się nie rozczarowaliśmy. Atrakcji było sporo i każdy mógł znaleźć dla siebie coś ciekawego.
Liptovsky Trnovec zaoferował nam piękne widoki na Tatry i Góry Choczańskie oraz wielkie jezioro, w którym mogliśmy się kąpać. Zwiedziliśmy jedną z Jaskiń Demanowskich – Lodową, w której rzeczywiście był lód i bardzo niska temperatura, ale też bardzo ciekawa szata naciekowa.
Cały jeden dzień byliśmy w Tatralandii, gdzie oprócz basenów z zimną i gorącą wodą były zjeżdżalnie różnego rodzaju i jacuzzi . To było prawdziwe szaleństwo! A najbardziej chyba szalała kadra...
Odwiedziliśmy bardzo ładne miasteczko położone niedaleko naszego miejsca zamieszkania – Liptovsky Mikulasz. Wzięliśmy udział w nabożeństwie niedzielnym i zaśpiewaliśmy dwie piosenki – zdaje się, że nawet się podobało.
Zdobyliśmy dwutysięcznik w Tatrach Niskich – Chopok 2024 m n.p.m. Widoki były niesamowite!
Oczywiście wszyscy, którzy byli po raz pierwszy na obozie przeszli chrzest i zostali pełnoprawnymi członkami społeczności obozowej.
W drodze powrotnej zwiedziliśmy skansen architektury ludowej w Vlkolincu, który wpisany jest na listę UNESCO.
Oprócz tych wszystkich atrakcji, które było nam dane doświadczać, mieliśmy poranne i wieczorne spotkania modlitewne. Był to czas śpiewu, rozmowy z Bogiem i czytania Słowa Bożego. Młodzi ludzie, przez kolejne wieczory, poznawali postacie biblijne i uczyli się jak być bliżej Boga.
Cały obóz był jak worek pełen niespodzianek. Każdy mógł z niego wyciągnąć dla siebie to, co chciał. Był czas poznawania nowych rzeczy, był czas wyciszenia, był czas szaleństwa, był czas relaksu. Było wszystko, czego potrzebowaliśmy, żeby na zakończenie z żalem opuszczać to miejsce, ale żeby też z nadzieją czekać na kolejny obóz za w przyszłym roku...
Agnieszka Witoszek
Młodzież
Jest fajnie ...
Takie motto przyświecało uczestnikom obozu młodzieżowego w Liptowskim Trnowcu organizowanego przez parafię ewangelicką z Cieszyna w dniach 11-19 lipca 2008 r. Nie były to puste słowa. Analizując anonimowe poobozowe ankiety można dojść do wniosku, że dla 99% obozowiczów, naprawdę było fajnie.
Płynna i sprawna zmiana warty – tak należy określić zmianę turnusów w ośrodku parafialnym w Liptowskim Trnowcu na Słowacji. Gdy dzieci wyjechały ich miejsce zajęła licząca 43 osoby grupa młodzieży pokonfirmacyjnej. Przepiękne krajobrazy Tatr, Gór Choczańskich i jezioro usytuowane tuż u ich podnóża idealnie nadają się na dobry letni relaks. Dodatkowym plusem dla Polaków jest korzystny przelicznik walut i niskie ceny.
Liptowska Mara to kraina pełna bohaterów. To stąd pochodził według legendy obrońca biednych i uciśnionych, słynny Janosik. W Liptowskim Mikulasu działał też przez wiele lat „Słowiański Luter” czyli związany z Cieszynem ks. Jerzy Trzanowski. Podczas zwiedzania kościoła, w którym służył ten wybitny kaznodzieja uwagę młodzieży przykuły słowa miejscowego proboszcza dotyczące… ordynacji kobiet na Słowacji. Okazuje się, że u naszych sąsiadów większość studiujących teologię stanowią dziewczyny, a wiele ważnych stanowisk kościelnych już dawno objęły panie.
Podczas 9 dni obozu pogoda nieraz płatała figle. Udało się jednak zorganizować wycieczkę w góry, kilka „wypadów” nad jezioro i jedną z głównych atrakcji – wizytę w gigantycznym parku wodnym Tatralandia. W deszczowe dni pozostało zwiedzać jaskinie, bądź wspólnie spędzać czas w kwaterach. Uczestnicy oglądali wtedy filmy, bądź brali udział w konkursach i imprezach przygotowanych przez kadrę opiekunów. Największą furorę zrobiły obozowe edycje „Tańca z gwiazdami” i „Miliarderów”.
Pobyt na Słowacji nie był zwykłym wakacyjnym wypoczynkiem. Jego założeniem naczelnym było poznawanie Boga i uczenie się, jak przekładać to, co zapisane jest w Biblii na język współczesny, na codzienność i ważne wybory. Wieczorne rozważania ułożone były w pewnego rodzaju cykl przedstawiający drogę wierzącego człowieka. Wszystko zaczyna się od oddania w Boże ręce swojego życia. Od tego momentu świadomy chrześcijanin pragnie naśladować Pana każdego dnia. Taka decyzja nie akceptuje połowicznych rozwiązań, wymaga tego, aby cały czas iść za ciosem. Wszyscy zastanawiali się także nad tym, czym w naszym życiu są przekleństwa, jaką rolę odgrywają w kontaktach z otoczeniem i jak bardzo uległy zrelatywizowaniu, stały się wręcz czymś modnym.

Ciekawe było spotkanie na temat przebaczania. Młodzież szukała odpowiedzi na pytanie, co zrobić by nie żyć, jak bohaterowie filmu „Sami swoi” – Kargul i Pawlak. Podczas seminarium na temat rozmów z Bogiem porównano modlitwę do telefonu komórkowego. Pan Bóg jest dostępny 24 godziny na dobę. „Dzwoniąc” do niego nigdy nie usłyszymy w słuchawce komunikatu „abonent czasowo niedostępny”. Czy doceniamy Jezusową dostępność? Czy „dzwonimy” tylko na numer alarmowy? To ważne pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi.

Pobyt zakończyło wieczorne nabożeństwo połączone z Sakramentem Ołtarza. W blasku świec i w kameralnej atmosferze kazanie wygłosił ks. Grzegorz Brudny. Gra na gitarze i wspólny śpiew przy ogrzewających płomieniach ogniska tylko postawiły "kropkę nad i".
Dobre podsumowanie? Było fajnie, było bardzo fajnie.
Łukasz Ostruszka