english version
Hasła biblijne na dzisiaj Ukryj hasła biblijne

Nauka o usprawiedliwieniu w sporze pomiędzy konfesjami

Przyjęty w bieżącym roku Projekt ostateczny Wspólnej Deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu jako wynik pracy Światowej Federacji Luterańskiej oraz Papieskiej Rady ds. Jedności Chrześcijan, poprzedzony był dyskusją teologiczną. W jej trakcie prezentowane były poglądy opowiadające się za uznaniem wspólnego, dla kościołów rzymsko-katolickiego i ewangelickich, rozumienia nauki o usprawiedliwieniu, jak również odrzucające taką możliwość. Interesujące wydają się głosy wypływające z oceny tej kwestii zaprezentowane przez profesorów z Uniwersytetu w Getyndze. Ich głos był jednym z wielu prezentowanych w dialogu katolicko-luterańskim w kwestii nauki o usprawiedliwieniu. Poniżej przedstawione zostało skrótowo ich stanowisko.


Ekumenia i nauka o usprawiedliwieniu


Zajmowanie się Kościołów nauką o usprawiedliwieniu nie jest bez przyczyny. Kościoły przeżywają poważne kryzysy, które w ubiegłych dziesięcioleciach dotknęły trwale zachodnioeuropejskie społeczeństwa. Nikt w związku z tym nie ma już spokoju. Zalewają nas fale osobliwego, mętnego, psującego ducha. Atak przeciwko Kościołowi jest bezprzykładny. Jego pustoszące, niszczycielskie, katastrofalne i miażdżące działania widać wyraźnie w wielu miejscach. Nowoczesny człowiek, jak również społeczeństwo, już dawno odwrócili się od Ewangelii. Zamiast orędzia Kościoła rozszerza się swoista interpretacja bezsensu. I gdyby kierować się wolą niektórych współczesnych, Kościół musiałby czym prędzej zniknąć. Ponieważ podnosi się głos : Niech żyje religia bez Boga ! Człowiek jest najlepszym lekarstwem dla ludzkości.


To wszystko obudziło Kościoły różnych konfesji, które w biegu stuleci oddalały się od siebie mniej lub bardziej i spowodowało na nowo wzajemne zainteresowanie. W obliczu wyzwań zsekularyzowanych społeczeństw doprowadziło to chrześcijan do przekonania, że Kościoły swoje posłannictwo mogą wypełniać w świecie tylko wspólnie. Jedynie to bowiem byłoby w obecnym czasie przywróceniem jedności kościelnej.


To nowe spojrzenie ma silne oparcie w uniwersalizmie Kościoła rzymsko-katolickiego. Jednocześnie staje się jednak problemem konfesyjnym. Dlaczego ? Ponieważ Rzym nie może wyobrazić sobie jedności z innym Kościołem inaczej jak tylko pod papieżem i jako powrót do Kościoła rzymsko-katolickiego.


Zmaganie o jedność.


Od dziesięcioleci Kościoły wspólnie pracują na polu diakonii. Także teolodzy obydwu konfesji wzajemnie się odnaleźli i opracowali kilka wspólnych stanowisk. Oni poparli wolę jedności.


Na nowo obudzona wiedza o wspólnej wierze przynosi owoce i zobowiązuje Kościoły, aby iść drogami wspólnego świadectwa i służby. Z takiego rozwoju należy właściwie tylko się cieszyć, jeśli nie byłoby przy tym zbyt wiele nierówności.


Ponieważ naprzeciw jedności obu Kościołów stoją wzajemne oskarżenia. Przeszkadzają wzajemne zarzuty i odrzucenia tkwiące w katolickich dogmatach i w ewangelickich księgach wyznaniowych, które są każdorazowo odgrodzeniem od innych przekonań.


Przeszkody na drodze do jedności.


Sobór Trydencki wyartykułował ponad sto zarzutów opatrzonych stwierdzeniem:


Kto wierzy ... ( w to, co głosi Reformacja ) jest objęty ekskomuniką (wyłączony ze zbawienia).


Tymi zarzutami sobór zwrócił się przeciwko Reformacji i każdej osobie, która oddaliła się od nauki katolickiej karząc ją wyłączeniem ze zbawienia.


Także w pismach wyznaniowych znajdują się zarzuty. One nie dają się jednak porównać ani co do liczby ani ciężaru gatunkowego rzymskich zarzutów. Streszczają się w słowach: odrzucamy i potępiamy naukę, ...


W przeciwieństwie do rzymskiej praktyki ewangelickie księgi wyznaniowe nie zawierają stwierdzenia, że wierzący nie należący do Kościoła ewangelickiego są potępieni i wyłączeni ze zbawienia w Jezusie Chrystusie. Zarzuty w księgach wyznaniowych służą raczej obronie zboru przed fałszywą nauką.


W Formule Zgody czytamy:


Czyż nie jest naszą wspólną wolą i przekonaniem, że osoby z własnej ograniczoności błądzą i nie fałszują poprzez to prawdy Bożego Słowa, ... lecz, że prawda Słowa Bożego odrzucona zostaje jedynie poprzez błędne, zwodnicze nauki i takich samych upartych i krnąbrnych nauczycieli i bluźnierców, o których nie możemy myśleć ze spokojem w naszym kraju, kościele i szkołach.


Do większych przeszkód na drodze do jedności należy także rozwój nauki Kościoła rzymsko-katolickiego w XIX i XX wieku, mianowicie dogmatyzacja papieskiej nauki i prymatu jurysdykcyjnego (1869-70) oraz dogmatyzacja niepokalanego poczęcia Marii i jej cielesnego wniebowzięcia (1950).


Oba dogmaty są, wraz z wyrokami potępiającymi, oparte na sprzecznościach.


Wspólna Komisja Ekumeniczna.


Przeciwko tym przeszkodom do pełnej jedności powstaje w obu niemieckich Kościołach opór. Objawia się swoistym niesmakiem wobec takiego stanu rzeczy. Coraz mocniej jest to odczuwane przede wszystkim przez stronę ewangelicką jako obciążające, że wciąż jeszcze nie może mieć miejsca wspólnota Ołtarza - Wieczerzy Pańskiej, a także nie ma żadnego prawdziwego postępu w kwestii małżeństw mieszanych. Dlatego ewangeliccy przywódcy kościelni nalegali podczas pierwszej wizyty papieża w Niemczech w roku 1980 na większą wspólnotę pomiędzy obydwoma Kościołami. Na te nalegania biskupi katoliccy odpowiadali wskazując, że wzajemne oskarżenia o naukę wciąż jeszcze byłyby dzielącymi oba Kościoły.


Wspólna Komisja Ekumeniczna - która potem powołana została do życia, otrzymała polecenie sprawdzenia czy szesnastowieczne oskarżenia o naukę dotyczą jeszcze dziś partnera oraz czy, jeśli nie dotyczą, nie mogłyby być wzięte ponownie pod uwagę.


Komisja opracowała cały szereg ważnych tematów. Opracowała naukę o usprawiedliwieniu, naukę o sakramentach oraz rozumienie urzędu..


Nie podjęto tematów takich jak: urząd papieża, dogmaty maryjne, stosunek Pisma do tradycji i nie mało rozstrzygające pytanie o prawidłowe pojmowanie Kościoła.


Consensus ( zgoda ) Wspólnej Komisji Ekumenicznej. ( GÖK )


Rezultatem pracy Komisji jest studium zatytułowane "Lehrverurteilungen-kirchentrennend ? (LV ?)


Komisja doszła do wniosku, że cały szereg zarzutów polegał na wzajemnych nieporozumieniach albo na kościelnie nie obowiązujących pozycjach ekstremalnych. Komisja stwierdziła także, że inne zarzuty nie dotyczą już dzisiejszego partnera, że nowe spojrzenie pozwala mówić o zrozumieniu w wielu sprawach. Jeszcze dzisiaj nie istnieje jednak wystarczająca zgoda w wielu kwestiach. Pomimo tych nie rozwiązanych jeszcze kwestii teologicznych Komisja skierowała następującą prośbę do Kościoła katolickiego i wszystkich Kościołów ewangelickich:


... uprzejmie oświadczamy, że szesnastowieczne zarzuty nie dotyczą już dzisiejszego partnera; o ile jego nauka nie jest błędem i która chciałaby odrzucić zarzuty.


Ku zaskoczeniu wszystkich, którzy zainteresowani są czysto teologicznym wytłumaczeniem rozbieżności, można dziś ze wszystkich stron słyszeć, że Kościoły ewangelickie i Kościół katolicki w nauce o usprawiedliwieniu osiągnęły już tak dalece zgodność, że luteranie i katolicy odtąd zdolni są wyartykułować wspólne pojmowanie wiary w nauce o usprawiedliwieniu.


Fundamentalne różnice w naukach o usprawiedliwieniu.


Przyczyną tych zdarzeń jest krytyczna ocena działalności Wspólnej Komisji Ekumenicznej dokonana przez ruch "Kein anderes Evangelium". Za podstawę takiego krytycznego orzeczenia na temat przedłożonego tekstu posłużyły słowa Lutra wyjęte z Artykułów Szmalkaldzkich. Od tego artykułu odstąpić lub coś przeciwnego uznawać czy dopuszczać nikt z nabożnych nie może, choćby niebo, ziemia i wszystko zawalić się miało. Nie ma bowiem żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni - powiada Piotr w Dziejach Apostolskich 4,12. I przez Jego rany jesteśmy uzdrowieni (Iz 53,5).


Na tym też artykule zasadza się i opiera wszystko, czego przeciwko papieżowi, diabłu i całemu światu w naszym życiu nauczamy, świadczymy i czynimy. Dlatego powinniśmy co do tej nauki mieć pewność i bynajmniej nie powątpiewać, w przeciwnym razie sprawa jest całkowicie przegrana, i papież, i diabeł, i wszystko co nam przeciwne, wygrywają i odnoszą nad nami zwycięstwo. (Artykuły Szmalkaldzkie część II pkt. 5)


Po dokonaniu krytycznego spojrzenia na książkę Lehrverurteilungen - kirchentrennend? przez profesora Jörg Baura z Getyngi okazało się, że różnice w nauce o usprawiedliwieniu nadal są fundamentalne. Dlatego nie może być mowy o wspólnym, jednakowym pojmowaniu usprawiedliwienia. Wspólna praca profesora Jörga Baura i ruchu Kein anderes Evangelium doprowadziła do wydania wspólnego stanowiska wyrażonego w książeczce Auf dem Weg zur sichtbaren Einheit. Zostało ono później przesłane do wszystkich urzędów parafialnych w Niemczech, do wszystkich kierownictw kościelnych oraz do wszystkich ważnych instytucji kościelnych w kościele ewangelickim.


Spoglądając na wypowiedzi Światowej Federacji Luterańskiej w sprawie usprawiedliwienia pozostaje pytanie:


Skąd taki pośpiech, choć wciąż jeszcze obecne są fundamentalne różnice w nauce o usprawiedliwieniu ? Nie można się oprzeć wrażeniu, że nieliczni ekumeniści tak bardzo upodobali sobie program jedności, że cierpi na tym teologiczna dokładność i rzeczowość. Dlatego obowiązuje wyżej przytoczony artykuł usprawiedliwienia, który jest istotny dla Kościołów Reformacji. Ważnym jest aby trochę dokładniej przyglądać się różnym dokumentom poświęconym usprawiedliwieniu.


Biblijno - reformacyjna nauka o usprawiedliwieniu.


W nauce o usprawiedliwieniu chodzi o pytanie: Jak może się ostać przed Bogiem uwikłany w grzech człowiek ? Odpowiedź Lutra wzięta z Biblii jest jednoznaczna i jasna: Jedynie z łaski ! Jedynie przez wiarę ! Z taką odpowiedzią wiążą się konsekwencje dla całego orędzia Ewangelii. Grzesznik nie musi się już silić na pobożne uczynki i cnotliwie je spełniać, żeby podobać się Bogu. On nie może niczego uczynić na swoje usprawiedliwienie. Wszystko czyni Bóg. Człowiek może odrzucić obraz Boga sądzącego surowo, ponieważ z woli Chrystusa został on wyrwany z sądu, aby stać się dzieckiem Bożym. Ułaskawiony patrzy teraz na Boga i woła do Niego jak do swojego Ojca. Zamiast strachu, obawy, lęku rządzi radość.


Apostoł Paweł pisze: Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze ! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy (Rz 8,15 i 16).


Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe (2 Kor 5,17).


To jest wszystko rozstrzygające zdanie. Musi być ono jednak rozpatrywane w połączeniu z rozwinięciem dokonanym przez Apostoła w rozdziale 7 listu do Rzymian. Jeśli tego nie czynimy dochodzi do nieporozumień i marzeń, uniesień, egzaltacji. Przed tym chce nas ustrzec słowo Apostoła. Ono poświadcza, że w usprawiedliwionym jest już nowe stworzenie. Naturalnie dopiero początkowo i nie w całej pełni. Ponieważ usprawiedliwiony nie powstał jeszcze z martwych do życia wiecznego. Znajduje się on jeszcze tutaj na ziemi w grzesznej postaci. Z woli Chrystusa jednak jest on ułaskawionym grzesznikiem i dlatego jest dzieckiem Bożym. To jest treścią reformacyjnej nauki o usprawiedliwieniu. Ona także poświadcza: Jesteśmy już ... i jeszcze przecież nie ! Dokładnie to mówi luterskie : Simul-justus-et-peccator. To oznacza, że wierzący w społeczności z Chrystusem już jest sprawiedliwy, chociaż jest jeszcze grzesznikiem. On jest ułaskawionym grzesznikiem i z woli Chrystusa nazwany sprawiedliwym, ale jeszcze nie uczynionym. Ponieważ jeszcze nie zmartwychwstał i nie jest w pełni nowym stworzeniem. Jego nowym życiem jest Chrystus. Takie jest świadectwo Apostoła Pawła w liście do Kolosan . Pisze on: Umarliście bowiem, a życie wasze jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu; Gdy się Chrystus, który jest życiem naszym, okaże, wtedy się i wy okażecie razem z nim w chwale (Kol 3,3-4).


W społeczności z Chrystusem ułaskawiony grzesznik ma udział w sprawiedliwości. Ona jest dla ułaskawionego obcą sprawiedliwością, ale zarazem zupełnie wystarczającą sprawiedliwością, tak, że może być on wdzięczny za ten dar łaski. Może on zaśpiewać z przyjaciółmi :


Krew Jezusa i sprawiedliwość,


są moją ozdobą i szatą czci,


żebym mógł wytrwać przed Bogiem,


jeśli podążać będę do nieba.


Ta, jedynie z łaski i bez jakiejkolwiek zasługi przyznana, sprawiedliwość, przyjęta jest zawsze i całkowicie pasywnie, czyli bez czynnego udziału człowieka. Ona jest i pozostaje sprawiedliwością Jezusa. W żadnym wypadku nie zostaje ona człowiekowi w tym starym czasie świata narzucona, tzn. jako jedyna jakość dla niego, jako pewien stan w nim albo jakaś cnota, przez które byłby on potem uprawniony, aby współdziałać z łaską w doskonaleniu swojego usprawiedliwienia. Gdy Luter chciał zostać nazwanym sprawiedliwym poprzez swoją aktywność jako mnich i poprzez ćwiczenia kościelne, wtedy opisał swoje odczucia i na pisał:


Wtedy zacząłem rozumieć darowaną sprawiedliwość Bożą, dzięki której żyje sprawiedliwy. Mianowicie, że sprawiedliwy żyje z wiary. Poprzez Ewangelię zostaje objawiona sprawiedliwość Boża. Przez nią miłosierny Bóg czyni nas sprawiedliwymi jedynie z wiary, jak jest napisane: Sprawiedliwy z wiary żyć będzie.


W darze tego nowego spojrzenia Luter czuł się jak nowo narodzony. Bramy raju, tak pisał, zostały mi otwarte.


Luter śpiewa o czasie przed tym doświadczeniem:


Strach doprowadza mnie do zwątpienia, że nic mi prócz śmierci nie pozostanie i muszę zejść do piekła,


to po przekroczeniu bram raju śpiewał:


Cieszcie się kochani chrześcijanie, skaczcie radośnie ... Bóg zwrócił się do nas i czyni swoje słodkie cuda; drogo nas pozyskał, odkupił.


Artykuł ten stał się głównym i zwrotnym punktem reformacyjnej teologii. On zawiera całą Ewangelię. Jak ważnym był ten artykuł dla Lutra, wskazują zdania z Artykułów Szmalkaldzkich:


Ponieważ tak wierzyć należy, a nie można tego dostąpić i osiągnąć żadnym uczynkiem, przez Zakon czy zasługę, jest tedy pewne i oczywiste, iż jedynie ta wiara nas usprawiedliwia, jak powiada Paweł: Uważamy, iż człowiek usprawiedliwiony zostaje przez wiarę, niezależnie od uczynków Zakonu, i następnie: aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa Chrystusa (Rz 3,26). Od tego artykułu odstąpić lub coś przeciwnego uznawać czy dopuszczać nikt z nabożnych nie może, choćby niebo, ziemia i wszystko zawalić się miało. Nie ma bowiem żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni - powiada Piotr w Dziejach Apostolskich 4,12. I przez Jego rany jesteśmy uzdrowieni ( Iz 53,5 ).


Na tym też artykule zasadza się i opiera wszystko, czego przeciwko papieżowi, diabłu i całemu światu w naszym życiu nauczamy, świadczymy i czynimy. Dlatego powinniśmy co do tej nauki mieć pewność i bynajmniej nie powątpiewać, w przeciwnym razie sprawa jest całkowicie przegrana, i papież, i diabeł, i wszystko co nam przeciwne, wygrywają i odnoszą nad nami zwycięstwo.


Nowe pojmowanie usprawiedliwienia przez Lutra znalazło odzwierciedlenie także w księgach wyznaniowych w Apologii Konfesji Augsburskiej w art. IV, pod nagłówkiem: Jak staje się przed Bogiem pobożnym i sprawiedliwym:


W czwartym, piątym, szóstym, a dalej w dwudziestym artykule potępiają nas, że nauczamy, iż ludzie dostępują odpuszczenia grzechów nie z powodu swoich zasług, lecz darmo ze względu na Chrystusa, przez wiarę w Chrystusa. Potępiają bowiem oba stanowiska: i to, że zaprzeczamy, iż ludzie dostępują odpuszczenia grzechów z powodu swoich zasług, i to, że twierdzimy, iż ludzie przez wiarę dostępują odpuszczenia grzechów i przez wiarę w Chrystusa zostają usprawiedliwieni. Ponieważ zaś w sporze tym chodzi o naczelną zasadę nauki chrześcijańskiej, która prawidłowo rozumiana uświetnia i pomnaża chwałę Chrystusa i przynosi nabożnym sumieniom potrzebną i przebogatą pociechę, prosimy, ażeby Pan cierpliwie nas wysłuchał w tej wielkiej sprawie.


Rzymsko-katolicka nauka o usprawiedliwieniu.


Zupełnie inaczej naucza Kościół rzymsko-katolicki. Nie mógł otworzyć się on na soborze trydenckim na reformacyjne pojmowanie usprawiedliwienia. Usztywnił się w zmodyfikowanej formie sprawiedliwości uczynkowej. Także kościół katolicki naucza, że Bóg zwraca się do człowieka z wolnej łaski i bez zasługi. Jest to jednak fundamentalnie inne zrozumienie łaski, które określa katolicką naukę o usprawiedliwieniu. Według trydenckiego zrozumienia człowiek musi w swoim usprawiedliwieniu współuczestniczyć, aby osiągnąć cały owoc łaski. Jeśli porusza go mianowicie łaska, jest on wówczas wezwany, żeby z wolnej woli współdziałać w doskonaleniu swojego zbawienia. Wyznanie Lutra: Jedynie łaska ! zostało ekskomunikowane.


Sobór naucza: U dorosłych początek usprawiedliwienia pochodzi z uprzedzającej łaski Bożej przez Chrystusa Jezusa to jest z Jego powołania, z łaski przez którą bez jakiejkolwiek własnej zasługi zostają powołani. Tak zostają ci, którzy są oddaleni od Boga swoimi grzechami, zwróceni w kierunku swojego usprawiedliwienia, przygotowani przez budzącą i pomagającą łaskę. Dzieje się to w wolnym opowiedzeniu się za tą łaską i w wolnym współdziałaniu z nią.


Według pojmowania katolickiego współpraca w zbawieniu jest konieczna, ponieważ tak ujmuje to sobór trydencki: wiara nie łączy (jednoczy) w pełni z Chrystusem i nie czyni żywym członkiem swojego ciała, jeśli nie idą za tym nadzieja i miłość. Dlatego mówi się prawnie: Wiara bez uczynków martwą jest. I dalej można przeczytać: Widzisz, że wiara współdziała z uczynkami jego i że przez uczynki stała się doskonała.


Przeciwko takiej niebiblijnej nauce przeciwstawił się Luter wraz z innymi reformatorami. Kto żąda współdziałania człowieka w jego zbawieniu i powiada, że człowiek bez współdziałania, nie może osiągnąć Bożego zbawienia, umniejsza dziełu Chrystusa i rujnuje, niszczy Ewangelię.


Rzymsko - katolicka nauka o usprawiedliwieniu, która żąda współdziałania człowieka w swoim zbawieniu i w swoim doskonaleniu, stawia nierozwiązywalne pytanie, jak i w jaki sposób łaska Boża i wolność człowieka współdziałają w tworzeniu zbawienia.


I dalej: gdyby człowiek współpracował z łaską, jak (skąd) mógłby wiedzieć, czy oddał on wszystko i uczynił wystarczająco wiele i czy jego zabiegi i wysiłki w udoskonaleniu swojego usprawiedliwienia są wystarczające ? Nie można na tej drodze osiągnąć pewności zbawienia. I właśnie to było troską Lutra, która doprowadziła go do kryzysu i do pytania: Jak uchwycę się łaskawego Boga ? Ponieważ wszystkie środki zbawienia, jakie oferował kościół katolicki: odprawianie mszy, zakonne ćwiczenia pokutne i umartwienia, a także odpust nie mogły mu dopomóc.


Katolicka nauka o usprawiedliwieniu nie osiągnęła ani powagi ani radości reformacyjnej nauki o usprawiedliwieniu.


Od czasu soboru trydenckiego kościół katolicki zamknął uszy na luterskie: Jedynie z łaski !


Ostry antyreformacyjny kurs po soborze trydenckim utrzymał się przez stulecia. Stale nauczał, że człowiek musi brać udział we współdziałaniu z łaską dla własnej sprawiedliwości. Do katolickiej nauki o usprawiedliwieniu do dziś należy to, że człowiek może dojść do własnej sprawiedliwości. Ten stan nazywany stanem łaski to tzw. habitus, tzn. trwający stan, stan cnoty.


Sobór potwierdził to słowami: Ta sprawiedliwość nazywa się własną (naszą), ponieważ my przez nią, przylegającą do nas wewnętrznie, zostajemy usprawiedliwieni. Sprawiedliwość ta jest także Bożą sprawiedliwością, ponieważ ona została wlana w nas przez Boga i zasługi miłości Chrystusowej. Wszystkie sprzeciwy Reformacji zostały tym samym odrzucone.


Szereg dalszych wypowiedzi z odpowiednich tekstów soborowych powinny to raz jeszcze potwierdzić i udowodnić:


Kto utrzymywałby, że człowiek usprawiedliwiony jest tylko przez samo odpuszczenie grzechów ... albo tak oczyszczony łaską, przez którą jesteśmy usprawiedliwieni, to byłoby to tylko życzliwością Bożą, ten byłby wyłączony.


Kto utrzymywałby, że usprawiedliwiająca wiara jest niczym innym jak zaufaniem w boskie miłosierdzie, które odpuszcza grzechy ze względu na miłość Chrystusową, albo to zaufanie byłoby jedyną rzeczą, przez którą zostajemy usprawiedliwieni, ten byłby wyłączony.

 

Kto utrzymywałby, że grzeszny człowiek jedynie przez wiarę bywa usprawiedliwiony, a przez to rozumie nic innego jak to, że byłoby pożądane współdziałanie do osiągnięcia łaski usprawiedliwienia i to, że w żaden sposób nie byłoby konieczne przygotowanie się przez własne uczynki miłości, ten byłby wyłączony.

 

Kto utrzymywałby, że człowiek byłby przez to uwolniony od swoich grzechów i usprawiedliwiony, że on pewnie wierzy w swoje uwolnienie i usprawiedliwienie; ... i przez tę wiarę jedynie otrzymałby w pełni uwolnienie i usprawiedliwienie, ten byłby wyłączony.


Kto utrzymywałby, że otrzymana sprawiedliwość nie byłaby zachowana a także pomnożona przed Bogiem, przez dobre uczynki, lecz uczynki same byłyby tylko owocem i oznaką (objawem) osiągniętego usprawiedliwienia, a także nie byłaby przyczyną jego wzrostu, ten byłby wyłączony.


Kto utrzymywałby, że dobre uczynki usprawiedliwionych byłyby formą daru Bożego, że one same nie są dobrą zasługą usprawiedliwionych; albo usprawiedliwiony zasłużyłby właściwie nie poprzez dobre uczynki, które czyni on w mocy łaski Bożej i zasług Jezusa Chrystusa, ten jest żyjącym członkiem, wzrastającym w wierze i życiu wiecznym.....


Rezultat pracy Wspólnej Komisji Ekumenicznej.


Dużych różnic w nauce pomiędzy ewangelicką, a katolicką nauką o usprawiedliwieniu nie można jednoznacznie udokumentować. Interesującym wydaje się to, w jaki sposób było to możliwe dla Wspólnej Komisji Ekumenicznej, w studium LV ? z tak dalece sięgającą zgodą pomiędzy konfesjami, tak, że później mogło to zostać podtrzymane przez Światową Federację Luterańską: że luteranie i katolicy odtąd zdolni są wyartykułować wspólne pojmowanie wiary w nauce o usprawiedliwieniu ?


W orzeczeniu Wyprzedzające potępienia, które zredagowali odnośnie pracy Wspólnej Komisji Ekumenicznej, profesorowie uniwersytetu w Getyndze, znajdujemy odpowiedź na dopiero co postawione pytanie. Powinna ona zostać następująco przedstawiona.


Rzeczoznawcy z Getyngi wskazują na poważne błędy w pracy Wspólnej Komisji Ekumenicznej. Nie tylko przypisywali błędy, ale wskazali także na to, że przeciwieństwa ewangelicko-katolickie zostały porównane w niedopuszczalny sposób w studium LV ?. Zamiast wspólnie dokonać porównania, mówiono o tym, co jest wspólnego w nauce o usprawiedliwieniu obu Kościołów. Z takiego sposobu podejścia do tematu można by wysnuć wniosek, że nauki o usprawiedliwieniu są komplementarne, tzn. można by było uważać je za wzajemnie się uzupełniające. Wspólność, którą powinny wnieść obie nauki o usprawiedliwieniu - uważają profesorowie z Getyngi - byłaby tylko warunkowa i nie wskazana.


Profesorowie uniwersytetu w Getyndze witając z zadowoleniem to, że Komisja próbuje przezwyciężyć poprzez studia swoje zmagania w rozbieżnościach nauk, mówią: Każda zgoda (consensus), która nie przynosi prawdziwej zgody w nauce o usprawiedliwieniu, jest zgodą budowaną na piasku.


Takie stwierdzenie nie wystarczyłoby jednak, gdyż nie byłoby mowy w studium LV ? o podstawowym znaczeniu nauki o usprawiedliwieniu w teologii chrześcijańskiej. To nie jest żadnym przypadkiem - mówią profesorowie - ponieważ to, o co chodzi w nauce o usprawiedliwieniu, która określa prawidłowy stosunek Boga i człowieka, jest deficytem, który odpowiada wyjaśnieniu tematu Zakon i Ewangelia.


Z takim wyjaśnieniem rozbita jest jednak jedność i całość reformacyjnej nauki o usprawiedliwieniu i tym samym otworem stoją drzwi i bramy dla wszystkich nieporozumień i nieadekwatnych znaczeń.


Gdyby w studium LV ? przedstawiono to tak, że za każdym razem nauki o usprawiedliwieniu porównywano by jako całość i całościowo w każdej z teologii, wówczas musiałoby z tego wynikać, że za każdym razem określa się i porównuje stanowiska analizując ich zgodność teologiczną.


Musiałoby zostać zadane konkretne pytanie o stosunek Boga i człowieka, który założony jest z góry zarówno w ewangelickiej jak i katolickiej nauce o usprawiedliwieniu. To jednak nie stałoby się. Raczej byłby ten problem tłumaczony jako trudność czysto metodologiczna. Perspektywa określająca całość, dla zróżnicowanych nauk o usprawiedliwieniu, nie mogłaby zostać dana w studium LV ?. Przy tym wskazywałaby ona na bazę, która łączy obie nauki: grunt chrystologiczny, na którym opierają się wszyscy partnerzy dialogu.


Z takim wymogiem, posiadania wspólnego chrystologicznego gruntu, Komisja sądzi, że będzie mogła uznać niniejszym komplementarność katolickiej i ewangelickiej nauki o usprawiedliwieniu. Uznać to, że one się wzajemnie uzupełniają i nie wyłączają. O tym, że byłoby to jednak fałszywe, świadczy odpowiedź profesorów z Getyngi, ponieważ Chrystus rozumiany jest odpowiednio jako grunt życia chrześcijańskiego i obecny jest w teologii tylko wtedy, jeśli dzieje się tak, jak odpowiada to zawartemu w reformacyjnej nauce o usprawiedliwieniu stosunkowi Boga i człowieka. Musiano by jednak jeszcze wykazać, czy wogóle istnieje postulowana zgoda chrystologiczna. Powoływanie się na grunt chrystologiczny jako taki byłoby niewłaściwe jak również proponowanie traktowania nauki o usprawiedliwieniu już z góry jako zdolnej do utrzymania wspólnej bazy. Dlatego mocno otrzeźwiająco stawiają sprawę rzeczoznawcy: Cały rozdział (materiał) jest pełen sprzeczności.


Inną podstawę do wysoce krytycznych ocen, do których mogło dojść, rzeczoznawcy widzą w tym, że w studium LV ? zastosowano metodę historyczno-krytyczną, a przez to dyskusje o nauce o usprawiedliwieniu skierowana została na z góry określone tory. Nauka o usprawiedliwieniu w kontekście życia chrześcijańskiego oraz kościół XVI wieku zostały objęte spojrzeniem metody historyczno-krytycznej.


To byłoby - mówią profesorowie z Getyngi poważnym błędem, ponieważ w ten niedozwolony sposób zostałaby po prostu przepisana historia, pod kątem dzisiejszego widzenia. Czyniąc tak nie ma się oczywiście już więcej żadnych problemów. Tak oto reformacyjna nauka o usprawiedliwieniu staje się jedną z wielu odmian późnośredniowiecznych teologii reform i traci jej, o niej, stanowiący sens. O tym, że takie historyczne uporządkowanie nauki o usprawiedliwieniu jest błędne, świadczy mocne przekonanie profesorów z Getyngi. Poprzez takie działanie zrelatywizowane byłyby rozstrzygające zdania Komisji odnośnie ewangelickich ksiąg wyznaniowych i katolickich dekretów soborowych, a przez to stałoby się możliwym w niedozwolony sposób drogą do tzw. jednolitego pojmowania usprawiedliwienia.


Tylko tego rodzaju obchodzenie się z tekstami jest niedozwolone i fałszywe dlatego, ponieważ postulowana wspólność stałaby wówczas w cieniu nauki o usprawiedliwieniu.


Jeśli miałoby to wystarczyć do podtrzymania teologicznej wspólności, wtedy musiałoby się zasadzać na podstawowych reformacyjnych określeniach: Jedynie Chrystus, Jedynie łaska, Jedynie wiara i Jedynie Pismo.


Dalsze zastrzeżenia recenzenci poczynili względem sposobu postępowania Komisji. Istnieje taka reguła przedstawiona przez Komisję, że w interpretacji dekretów soboru trydenckiego musiałyby być obecne wątpliwości w pojmowaniu, które stoją bliżej Augustyna, ponieważ powrót do Augustyna przedstawiałby jedną wszystko kończącą wspólność XVI wieku. Orzeczenie zwraca się jednak przeciwko takiemu twierdzeniu. Ponieważ historia soboru trydenckiego pokazywałaby, że głosy augustiańskie nie zawsze koniecznie mogły zdobyć sobie uznanie. Obudzone przez Komisję wrażenie jakoby eo ipso wspólność miałaby być dana w Reformacji, nie dała by się utrzymać. Ponieważ reformatorzy zawdzięczają wiele także Augustynowi, tak bardzo opierali się - a zwłaszcza Luter - w rozstrzygających punktach w pojmowaniu usprawiedliwienia na Augustynie. Zwracając się jeszcze na zakończenie tego rozdziału do profesorów z Getyngi i chcąc ich docenić trzeba stwierdzić, że teraz przedmiot nauki o usprawiedliwieniu byłby wogóle po raz pierwszy w centrum wiary chrześcijańskiej. Dochodzimy przecież do stwierdzenia, że różne nauki o usprawiedliwieniu nie mogą być łatwo sprowadzone do jedności jako komplementarne. Trzeba także stwierdzić, że konfesyjny podział na Kościoły nie ma prawa być postrzegany tylko jako goły fakt z przeszłości.


Co teraz ?


Co pozostaje po takim rezultacie rozważań, który nie dopuszcza możliwości jedności w nauczaniu z Kościołem katolickim ?


Czy są teraz Ewangelia i poselstwo zboru Jezusa Chrystusa, występujące w różnych konfesjach, ostatecznie skorumpowane, ponieważ Kościoły nie znajdują jedności i nie mówią jednym głosem i pytania i wyzwania nowoczesności nie mogą być wspólnie przyjmowane ?


Czy możemy jako Kościoły ewangelickie w zsekularyzowanych społeczeństwach wytrwać samotnie i przedsięwziąć wewnętrzną walkę o Ewangelię ?


Pewien biskup napisał w odpowiedzi na książeczkę Baura poruszający list, w którym czytamy: ..., że będziemy potrzebować katolików, jeśli pewnego razu całkowicie zasadniczo i twardo dojdzie do otwartej walki w kościele o prawdę Ewangelii na bazie Pisma Świętego i będzie chodziło o kościół, i że dlatego każde uzgodnienie w pytaniach wiary (ponadto posłuszeństwo w praktyce życia chrześcijańskiego) jest krokiem wspólnym w tej walce.


Przy całym zrozumieniu troski biskupa o Kościoły ewangelickie, nie można pominąć tego stwierdzenia. Kościół ewangelicki, który określony jest względem innych, aby nieść w szczególny sposób Boże Słowo, może podtrzymać tę walkę o Ewangelię tylko przez ponowne oddanie Słowu Bożemu należnego pierwszego miejsca i oddanie tylko Jemu posłuszeństwa.


Dyskusja o nauce o usprawiedliwieniu ukazała wyraźnie istniejące i utrzymujące się wciąż jeszcze doniosłe różnice pomiędzy Kościołami reformacji a Kościołem rzymsko-katolickim. O zasadniczej zgodności z Kościołem katolickim w przedmiocie usprawiedliwienie nie może być dlatego mowy. Kościoły ewangelickie dobrze czynią, jeśli swoje dziedzictwo, które niosą, wysoko cenią i zachowują od Reformacji i właśnie w nauce o usprawiedliwieniu pielęgnują. Wraz z reformacyjną nauką o usprawiedliwieniu stoi i rozlega się prawdziwe, czyste, niesfałszowane zwiastowanie Ewangelii.


Jedynie łaska !
jest ewangelickim wyznaniem,
ponieważ tylko w znakach i rzeczywistości łaski
mogą dopomóc w kryzysie biednemu światu i społeczeństwu Kościoły ewangelickie,
świat z jego wyblakłymi i przeciwnymi Bogu ideologiami odrzucić,
i doprowadzić każdego do "wolności chrześcijanina,
o której mówił Luter.